Moim zdaniem popełniamy podstawowy błąd licząc, że słowa papieża staną się orężem przeciw temu drugiemu, obok mnie lub po drugiej stronie politycznej barykady…
Papież szokuje prostym przekazem. Pokazał w jednym momencie, że ludzkie życie jest czymś więcej niż tylko nieustającym festiwalem braw. Przerwał trwającą od wielu lat tradycję oklaskiwania bez słuchania.
I mimo, że w Częstochowie panowała atmosfera moim zdaniem nazbyt podniosła, odmienna od tej jaka obecnie dominuje w Krakowie – to na uwagę zasługuje papieskie kazanie, głęboko teologiczna homilia z jasnym przesłaniem. Nawiązując do obecności Chrystusa na przyjęciu weselnym zwyczajnej pary w Kanie Galilejskiej powiedział: „Nie ma niezwykłego czynu dokonanego przed tłumem [przez Chrystusa red.], ani też wystąpienia, które rozwiązywałoby palące kwestie polityczne, jak podporządkowanie narodu panowaniu rzymskiemu. Zachodzi natomiast prosty cud w małej wiosce, rozweselający uroczystość weselną całkowicie anonimowej, młodej rodziny”.
I kolejny fragment, którego nie wolno pominąć: „Pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie. Dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – to subtelnie boskie”.
