O autorze
Jestem teologiem, bioetykiem, poetą, księdzem katolickim. Urodziłem się w Opolu Lubelskim. Po maturze wstąpiłem do seminarium duchownego w Lublinie. Po studiach filozoficzno-teologicznych przyjąłem święcenia z rąk abp. J. Życińskiego.

W 2008 r. założyłem fundację na rzecz osób dotkniętych chorobą nowotworową i ich bliskich „Za Bramą”. Założyłem również klub sportowy z sekcją boksu. Jestem członkiem Katolickiego Stowarzyszenia „Agape”, które pracuje na rzecz ofiar przemocy. Jestem autorem trzech publikacji literackich, dwóch książek naukowych, artykułów oraz książeczek edukacyjno-profilaktycznych dla dzieci noszących tytuł: „Pan Kiciuś”. Niedawno ukazała się moja najnowsza książka zatytułowana „Bioetyka. W imię postępu i przetrwania” wydana przez Wydawnictwo Marek Derewecki.

Od lipca 2013 r. jestem dziennikarzem „Gościa Niedzielnego” i kierownikiem redakcji w Lublinie.

Mam nadzieję, że mój blog w naTemat stanie się okazją do wymiany myśli i poglądów oraz okazją do koncentrowania się na tym, co nas łączy – a nie dzieli. Będę skupiał się na aktualnych wydarzeniach z życia Kościoła w Polsce i na świecie, a także na sprawach bioetycznych i społecznych.

Nie czytaj tego, bo stracisz wiarę

Przyznam, że program Moniki Olejnik „Kropka nad i” należy do moich ulubionych. Pewnie usłyszę zaraz, że jestem dziwnym księdzem, albo, że zaraz stracę wiarę.

Po całym dniu pracy, nic nie jest w stanie mnie tak odprężyć jak „Kropka nad i”. Dziwne? Każdy powinien znaleźć swój sposób na szybki relaks. A przy swoistym doborze gości do programu i specyficznym sposobie jego prowadzenia – pani Monika Olejnik – sprawia, że audycja ma dla mnie niepowtarzalne walory.



Oglądam z wielkim zaciekawieniem. Nie zawsze jednakowym oczywiście. Ale mam to szczęście, że zazwyczaj trafiam na najlepsze odcinki. Czasami śmieję się do łez, niekiedy nadziwić się nie mogę. Obserwuję zaproszonych gości, słucham jak się motają, a pani redaktor zadaje pytania. I zbija z tropu, przetrwać mogą tylko profesjonaliści i osoby, które wiedzą, co chcą powiedzieć. Bo łatwo tu otrzeć się o śmieszność. Na koniec – pani redaktor dziękuje za uwagę i informuje, że jej program dobiegł końca. Niekiedy odczuwam niedosyt i żałuję, że minął tak szybko.

Nie zawsze zgadzam się z panią redaktor, jednak nie mogę jej odmówić oryginalnego stylu i warsztatu dziennikarskiego.

Program, w którym udział wzięli pan Robert Biedroń i ks. prof. Dariusz Oko także wywarł na mnie wrażenie. Kilka razy roześmiałem się na głos. Tyle tylko, że temat był poważny, a ks. Oko – po raz kolejny nie dostrzegł w czym tkwi problem, gdy zabiera się za publiczną wypowiedź.

Nie zgadzam się na to, by na podstawie jego wypowiedzi - ludzie przyklejali mi łatki, a także innym księżom, którzy z szacunkiem podchodzą do każdego człowieka i do osiągnięć nauki, posługując się słowami, które nie budzą zdziwienia czy niesmaku.

Nie zgadzam się z postawą anty-dialogu ks. Dariusza, który mówi, że „GW” jest największym ośrodkiem nienawiści do Kościoła. Nie mnie jest oceniać drogę „TP” i GW”, ale gdy słyszę porównanie obu do centrum nienawiści i centrum zdrady - to nie mogę się z tym zgodzić.

Czy zdaniem ks. profesora jestem zdrajcą i człowiekiem nienawiści skoro czytam „GW” i „TP”? Jak zatem poradzi sobie ks. profesor z tym, że czytelnik obu tytułów pracuje w lubelskiej redakcji „Gościa Niedzielnego”? Dodam, że „GN” również mam zwyczaj czytać.

Oczywiście, czytanie bezkrytyczne zawsze jest niepoprawne – to dotyczy wszystkich tytułów - ale nie wmawiajmy ludziom, że od czytania gazet stracą wiarę. Nie szukajmy winy w innych, ale w nas samych, ks. Dariuszu, bo to niestety przez nas – księży – ludzie mają najwięcej dylematów, i to nie tylko ci wierzący.

A w całym tym zamieszaniu nie chodzi o przekonywanie przekonanych, ale o umiejętny dialog. Zło nazywajmy złem, ale nie szukajmy go wszędzie i w każdym. I nie za wszelką cenę.

Dobrze, że w momencie krytycznym można wyłączyć odbiornik, albo zamknąć gazetę bądź cisnąć ją do kosza. Tylko, że niesmak pozostaje.
Trwa ładowanie komentarzy...