O autorze
Jestem teologiem, bioetykiem, poetą, księdzem katolickim. Urodziłem się w Opolu Lubelskim. Po maturze wstąpiłem do seminarium duchownego w Lublinie. Po studiach filozoficzno-teologicznych przyjąłem święcenia z rąk abp. J. Życińskiego.

W 2008 r. założyłem fundację na rzecz osób dotkniętych chorobą nowotworową i ich bliskich „Za Bramą”. Założyłem również klub sportowy z sekcją boksu. Jestem członkiem Katolickiego Stowarzyszenia „Agape”, które pracuje na rzecz ofiar przemocy. Jestem autorem trzech publikacji literackich, dwóch książek naukowych, artykułów oraz książeczek edukacyjno-profilaktycznych dla dzieci noszących tytuł: „Pan Kiciuś”. Niedawno ukazała się moja najnowsza książka zatytułowana „Bioetyka. W imię postępu i przetrwania” wydana przez Wydawnictwo Marek Derewecki.

Od lipca 2013 r. jestem dziennikarzem „Gościa Niedzielnego” i kierownikiem redakcji w Lublinie.

Mam nadzieję, że mój blog w naTemat stanie się okazją do wymiany myśli i poglądów oraz okazją do koncentrowania się na tym, co nas łączy – a nie dzieli. Będę skupiał się na aktualnych wydarzeniach z życia Kościoła w Polsce i na świecie, a także na sprawach bioetycznych i społecznych.

Stadiony, chodniki i potencjał ludzki… w krainie niezrozumienia

Uważam, że jeżeli nie udzielimy pomocy uchodźcom, jeżeli nie otworzymy się na imigrantów - to wyłącznie potwierdzimy naszą słabość i niezdolność do rozwoju. Potwierdzimy tylko nasze kompleksy, strach przed odmiennością i niezdolność do myślenia rozwojowego. My, Polacy, którzy chlubimy się Mickiewiczem, Słowackim, Chopinem, Skłodowską-Curie – a już mniej Gombrowiczem.

Jestem przerażony reakcjami wielu środowisk na problem uchodźców i imigrantów. Dziwią mnie zasadnicze i radykalnie negatywne reakcje na te kwestie ludzi młodych.



Powiedzmy sobie szczerze. Europa, ta sprzed dziesięciu lat już nie istnieje. Rozpaczliwa obrona naszych fortyfikacji nic nie przyniesie oprócz opóźnienia procesu, który jest już nie do zatrzymania. Lepiej zatem podjąć kroki, które poprzez zmianę profilu społecznego naszego kontynentu – nie pogrzebią wartości, które go tworzyły i tworzą.

Potrafimy biadolić nad losem Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji w związku z ich polityką w kwestii imigrantów. Rok 2022 wcale w naszym kraju nie musi wyglądać tak jak w „Uległości” Michela Houellebecqa. Zależy to od edukacji i programów integracyjnych i innych czynników.

Twierdzimy, że kraje zachodnie powinny spłacać dług za epokę kolonizacji. Natomiast sami nie jesteśmy przygotowani mentalnie, ani organizacyjnie do rozwiązywania tego problemu w naszym kraju. Już teraz powinniśmy zacząć organizować miejsca schronienia dla uchodźców, przygotowywać programy integracyjne oraz program edukacyjny dla obywateli naszego kraju w tym zakresie.

Politycy podejmą decyzję o liczbie uchodźców oraz imigrantów, którzy będą przyjęci do Polski. Ale co dalej? Potrzeba konkretnych działań, i to już teraz. I wcale nie twierdzę, że to łatwe zadanie.

Boję się, że będziemy się kłócić, spierać i na tym się zakończy. A w dramatycznej sytuacji będziemy nie przygotowani. Oczekiwałbym na tym polu współpracy wielu instytucji i organizacji. Mamy przecież specjalistów, osoby doświadczone w pracy uchodźcami, zaangażowane w akcje humanitarne, ludzi, którzy powinni być potraktowani przez polityków i osoby decyzyjne jako specjaliści.

Zima nadchodzi. Także nasze społeczeństwo wydaje się patrzeć coraz chłodniejszym okiem na przekazy medialne na temat fali imigrantów i uchodźców. To ludzie, a nie bezkształtna masa.

„Trwający od ponad czterech lat konflikt zbrojny w Syrii doprowadził do destabilizacji politycznej i gospodarczej kraju i spowodował największą współcześnie katastrofę humanitarną na świecie. Obecnie12,2 mln osób potrzebuje pomocy humanitarnej. Intensywne walki sprawiły, że ponad 11 milionów Syryjczyków zmuszonych zostało do ucieczki ze swoich domów. Według raportu ONZ ponad połowa z nich to dzieci” – czytamy na stronie Polskiej Akcji Humanitarnej.

Moje spotkania z uchodźcami uświadomiły mi, że większość z nich mówi lepiej po angielsku niż przeciętny obywatel naszego kraju. Mają oszczędności, są również wykształceni. Można powiedzieć, że teraz wystarczy przygotować program integracyjny i skorzystać z ich potencjału, ale nie wykorzystać.

Mam za złe, że w wielu kwestiach poprzestajemy na rozpoczęciu jakiegoś pomysłu. Że we krwi mamy drobne akcyjki. Proszę bardzo przykład. W kwestii dość kosztownego referendum panuje cisza. A przecież odbędzie się ono już za kilka dni. Społeczeństwo trzeba edukować. A pieniądze szanować i dobrze wydawać.

Ktoś może powiedzieć, że skoro ksiądz jest taki otwarty na problem uchodźców i imigrantów – to niech Kościół się też zaangażuje w pomoc. Tak, racja. Mam nadzieję, że się zaangażuje. I nie mam tu na myśli tylko słów – choć te, jak chociażby kard. Christopha Schönborna – znaczą bardzo wiele.

Twierdzimy, że uchodźcy to duży koszt dla Polski, a pieniądze wydane na wrześniowe referendum, które pewnie zakończy się niską frekwencją – nikogo nie martwią.

Budujemy drogi, chodniki, stadiony i ośrodki innowacyjne, które często stoją puste. I ciągle słychać narzekanie, że Unia daje nam za mało. Infrastruktura to nie wszystko. „Człowiek najlepsza inwestycja” – przecież to powinno wydawać się oczywiste.

A może boimy się, że np. Syryjczycy okażą się od nas zdolniejsi, bardziej pracowici i bardziej innowacyjni? Znam takiego, który skończył studia w Lublinie jako najlepszy student na roku i mówi w trzech językach. Pracuje, a wraz z żoną i synem w sposób aktywny żyje w moim mieście.

Mam też doświadczenie z warsztatów dziennikarskich dla studentów, które prowadziłem. Chciało się pracować i zdobywać doświadczenie Rosjance, Białorusince i studentkom z Ukrainy. Dla studentów z Polski wszystko było oczywiste, albo niepotrzebne.
Trwa ładowanie komentarzy...